Żadnego haftu jeszcze nigdy tak wolno nie robiłam. Jakieś fatum, czy co... Taki mały hafcik, a ciągle przeszkody. Gdyby nie to , że mi się bardzo podoba, pewnie zasiliłby kosz z przeznaczeniem "kiedyś".
Mam źle wydrukowany wzór, do tego w niektórych miejscach nieczytelny. Pomyliłam się kilkakrotnie, a że nie jestem fanką prucia, to usiłowałam to jakaś "załatać". Do tego... Brakło mi trzech odpowiednich kolorów mulin. Postanowiłam sobie nic więcej pochopnie nie dokupować i musiałam dobrać z tego co mam. (Wydaje mi się, że moich zapasów pewnie starczyłoby na arras wawelski).
Do zniechęcenia pomyłkami, doszedł czas potrzebny na dumanie jak to zrobić, żeby z tych pomyłek i braku kolorów wybrnąć z sensem. Myślę, że mi się jednak jakoś udało. Do wyhaftowania pozostało trochę tła, trochę konturów, nastawienie lewej nogi, wykonanie pojazdu i torebki.
Już się nie mogę doczekać, kiedy zabiorę się za jakiś wzorek porządnie opisany.
Ponadto 5 grudnia doszedł najważniejszy pochłaniacz czasu i uwagi. Słodki niemożebnie!!
5grudnia 2022 r. zostałam babką wnuczka Juliana.

Trochę się wyeleganciłam, żeby dziecko kiedyś za babkę się nie wstydziło. Jeszcze zdążę wyglądać jak ta w kapelutku. 




