Obserwatorzy

czwartek, 28 października 2021

Uszytki z haftami



    Wieczory dłuższe, więc czas odkurzyć bloga. Nie było mnie dwa miesiące tutaj i przyznam, że rzadko zaglądałam na Wasze blogi. Powodem był remont , czyli czas wyrwany z życiorysu. Coś jak hibernacja- niby żyjesz... Moja sypialnia przypominała lokum pod adresem " 5 filar pod mostem". Meble i klamoty przeniesione z dwóch pomieszczeń do jednego.  Sukcesywnie wymieniamy zniszczone podłogi i instalujemy ogrzewanie podłogowe z myślą ,o ogrzewaniu na gaz. Biadoliliśmy,że kocioł na ekogroszek to brud, kurz, obowiązek, ale jak patrzę na ceny gazu, to zaczynam lubić sprzątanie w kotłowni i jestem zadowolona, że tego gazu jednak  nie mamy. Znajomy mówi, że jak tak dalej będzie wszystko drożało, to lasy i rowy będę posprzątane z opon.  Marsze w Warszawie pokazują, że opony dobrze się palą :((


Inspekcja nadzoru budowlanego sprawdzała, czy rurki grzejne odpowiednio przykryte

 

   Przy okazji gruntownego sprzątania,  postanowiłam przejrzeć swoje szafy i niezmierzone pokłady przydasi. No, trochę tego jest😏.  Kontener na odpady  został solidnie zasilony , a przydasi, tak jakby nie ubyło.

   Swego czasu kupiłam len z myślą, żeby uszyć woreczki na chleb.  Tkanina jednak okazała się za cienka i woreczki nie powstały. A chętnych do przygarnięcia jest trochę. Dodatkowy problem, to wybór wzoru na woreczki...  Nie miałam  czasu usiąść do internetu, żeby zamówić materiał o wyższej gramaturze , a  czas leciał.   Dopiero porządkując stertę "szkoda wyrzucić",wpadł mi w ręce  lniany, haftowany obrus. Dostałam go od kogoś, bo nie pasował na żaden stół. Nigdzie. U nikogo. Ale  na moje woreczki  jest doskonały!! Dzisiaj uszyłam dwa, jutro pewnie dwa następne. Może nie wyszły idealnie, bo jednak haft trochę pościągał tkaninę i wbrew pozorom, nie szyło się za łatwo.  Mimo wszystko jestem bardzo zadowolona.

   O wyższości tkaniny lnianej nad chlebakiem, czy nie daj Boże foliówką nie muszę pisać. Pieczywo nie pleśnieje, tkanina najpierw zabiera nadmiar wilgoci, potem ją oddaje.  Len jest ekologiczny, antybakteryjny, antyalergiczny.





Kazia stwierdziła, ze już koniec sesji




-----------------------------------------------------------------------------------------
Myślę, że przez ten czas nie zapomnieliście o mnie. 
Lecę teraz na Wasze blogi. 
Do miłego zobaczenia!
Jola

niedziela, 8 sierpnia 2021

Pada




     Po ostatnich upałach nadeszła zmiana aury , zrobiło się chłodno i ciągle pada. Bardzo mnie to cieszy.

    Zasiadłam więc do maszyny do szycia, bo gdzie najlepiej się ogrzać, jak nie przy maszynie i żelazku?

    Na pierwszy ogień poszły kapciuszki. Ot, takie domowe laczki, które łatwo wrzucić w pralkę i wyprać. Lubię chodzić boso, ale nie przepadam , jak się do stóp ciągle coś przykleja. A w kuchni jest to nieuniknione. Właściwie, nie tyle chodziło mi o laczki, co chciałam nauczyć się lamować. Jednak laczki  w czasie upałów były rewelacyjne. Ze względu na cienkie spody nie było w nich gorąco, a ze względu na naturalne tkaniny, chodziło się w nich komfortowo.  Jako fanka recyklingu uszyłam je ze starych spodni syna, bluzki w kratkę i resztek jakiegoś materiału. W środku podkleiłam sztywną flizeliną i dałam dwie  warstwy ocieplacza. Gdy się widzi, że coś pożytecznego może wyjść ze starego, to łatwiej pozbyć się niechcianych rzeczy z szafy. Uszyłam nawet dwie pary!





tutaj już bez rękawów
we dwie łatwiej

    Kolejną rzeczą, z którą się zmierzyłam, była sukienka. Dostałam kiedyś, od kogoś coś, co w zamyśle powinno być sukienką. Rzecz była uszyta w Chinach i ktokolwiek tego nie założył , wyglądał  jak w worze pokutnym, tyle , że w kwiaty. Po rozpruciu tego "czegoś", okazało się, że nie można w nim było dobrze wyglądać, żeby nie wiem  jak zgrabny był model w środku. Rzecz miała rozmiar 2XL - 3XL, ale rękawki przypominały dziecięce rajstopki. Materiał był ładny, więc pomyślałam, że warto spróbować.

    Uszyłam wg jakiegoś wykroju z Burdy. Jak na pierwszy raz, jestem zadowolona. Luźna, przewiewna, w sam raz na upały, tylko... upałów ni ma.  Co prawda rewelacja toto nie jest, chociażby dlatego, że nie mam wprawy w szyciu, ale chodzić się da. Raczej tylko po domu...




Dziękuję za Wasze zaglądanie, za Wasze komentarze, które są motorem napędowym do prowadzenia bloga.

                          Jola

środa, 30 czerwca 2021

Czerwcowe reminiscencje


    Jeszcze się nie chwaliłam, ale od roku jestem właścicielką nowej maszyny do szycia Janome Juno 415 . Starą wyrzuciłam bez żalu, bo nie dało się na niej już nic prosto i dokładnie uszyć. Przy szyciu  na tamtej maszynie,  nieźle szkoliłam się w używaniu tzw. niecenzuralnych słów. 

    Przez   długi czas miałam awersję szyciową i jakoś niespieszno mi było zabrać się za robotę. Coś tam naprawiłam, zszyłam, skróciłam. Ale  życie mnie zmusiło i musiałam na cito  uszyć fartuszki. Miałam mieć gości i  zaczęłam szukać  w szafie czegoś, co by można było założyć do kuchni, żeby ochronić ubranie i wyglądać przyzwoicie. No i pech!  Okazało się, że w szafie są tylko jakieś łachy  wystrzępione i wypłowiałe. Zgroza mnie ogarnęła, bo do tej pory nie widziałam ich marności. Co się dziwić - oczy już nie te, to i nic nie dostrzegłam. Popłoch , żeby wszystko przygotować na czas, sprawił, że  wzrok mi się na chwilę wyostrzył. Korzystając z deszczowej pogody siadłam do maszyny i jako fanka recyklingu, uszyłam je ze starych męskich koszul, resztek materiału i  starej spódnicy.









    Tegoroczny czerwiec był dla mnie pełen wrażeń. Tygodniowy pobyt w Bieszczadach minął jak mgnienie oka. Mój ojciec był w Bieszczadach w wojsku na walkach z bandami UPA . Pamiętam Jego  opowieści o  lęku, niepewności, smutku , żałobach i o okrucieństwie banderowców. Pojechałam m.in. do Jabłonek , do miejsca gdzie został zastrzelony gen. Świerczewski. Historia osądziła generała i pomnik mu poświęcony, został już rozebrany. Niemile zaskoczyło mnie , że w miejscu śmierci skuto z kamienia napis, upamiętniający to wydarzenie. Moment śmierci generała był zaczątkiem akcja Wisła, która do dzisiaj ma swoje reperkusje. Ci, co  zdecydowali o skuciu napisu chcą zmienić historię? Cofnąć czas?!

Brak informacji o minionych wydarzeniach, a sam teren powoli zarasta i jest trochę zaniedbany.
W głębi miejsce śmierci generała.
Jabłonki, w tle po lewej, góra Walter, pierwotna nazwa 
Woronikówka. 
 



Za moimi plecami widać już Ukrainę

Bieszczady przed wojną były  licznie zaludnione. Jeszcze widać resztki dawnego osadnictwa - ślady po kapliczkach,  zarośnięte cmentarze, zdziczałe stareńkie jabłonie i grusze. Wszystko pozarastane lasem z powodu m.in. braku wypasu.

Powoli nastrajam się do skończenia pewnego ufoka i następny post pewnie będzie już hafciarski.

Dziękuję za Wasze odwiedziny.

                                                    Jola