Właśnie zapisałam się na candy u Kasi z Krzyżykowych szaleństw.
Obserwatorzy
niedziela, 25 sierpnia 2019
niedziela, 30 czerwca 2019
Lato, lato wszędzie...
Jestem z gatunku tych , co to wolą się siedem razy przegrzać niż raz zmarznąć.
Chociaż ostatnio już nie jestem tego taka pewna.
Mieszkam w centralnej części polski, na Równinie Kutnowskiej. Obszar ten, według pesymistycznych prognoz hydrologów, w 2030 roku będzie już pustynią.
Nie padało u nas od końca kwietnia. A jeśli były już jakieś opady, to na tyle skąpe, że w tym czasie wieszałam pranie. Mieszkam w jakimś takim zaklętym kręgu, gdzie omijają nas wszystkie burze, chmury, deszcze. Trójkąt kutnowski.
Przestałam już podlewać ogródek, poza kwiatami w doniczkach.
Na brak zajęcia też nie cierpię, bo jak są upały to głównym zajęciem jest łapanie kapiącej wody. O włączeniu po południu pralki, zmywarki czy prysznica należy zapomnieć.
Ostatnio od znajomych z innego regionu Polski usłyszałam " nie masz wody w kranie? to łap deszczówkę." Kurcze, ...co mam łapać?
Do haftu też jakoś trudno usiąść, bo haftuję pod lupą z żarówką, a to jest dodatkowe źródło ciepła.
Do swego kota Kaligrafa zaglądam rzadko, ale coś tam przybywa.
Oprawki okularów u kota wyhaftowałam muliną metalizowaną. Nie jestem pewna, czy to był dobry pomysł. Wyglądają tak jakoś topornie.
Natrafiłam na pasmanterię, gdzie był duży wybór mulin i metalizowane prosiły "kup mnie, no kup", że zaszalałam i... nie miałam gdzie ich sprawdzić.
Złośliwość losu czasami jest wyjątkowo ogromna. 3 lipca wyjeżdżam na parę dni nad morze i zapowiada się pogoda poniżej 20 stopni. Cóż, chociaż dokładnie zwiedzę Kołobrzeg i okolice.
Pozdrawiam Was ze względu na upały chłodno, ale serdecznie. Dziękuję, że zaglądacie
Jola
Chociaż ostatnio już nie jestem tego taka pewna.
Mieszkam w centralnej części polski, na Równinie Kutnowskiej. Obszar ten, według pesymistycznych prognoz hydrologów, w 2030 roku będzie już pustynią.
Nie padało u nas od końca kwietnia. A jeśli były już jakieś opady, to na tyle skąpe, że w tym czasie wieszałam pranie. Mieszkam w jakimś takim zaklętym kręgu, gdzie omijają nas wszystkie burze, chmury, deszcze. Trójkąt kutnowski.
Przestałam już podlewać ogródek, poza kwiatami w doniczkach.
Na brak zajęcia też nie cierpię, bo jak są upały to głównym zajęciem jest łapanie kapiącej wody. O włączeniu po południu pralki, zmywarki czy prysznica należy zapomnieć.
Ostatnio od znajomych z innego regionu Polski usłyszałam " nie masz wody w kranie? to łap deszczówkę." Kurcze, ...co mam łapać?
Do haftu też jakoś trudno usiąść, bo haftuję pod lupą z żarówką, a to jest dodatkowe źródło ciepła.
Do swego kota Kaligrafa zaglądam rzadko, ale coś tam przybywa.
Oprawki okularów u kota wyhaftowałam muliną metalizowaną. Nie jestem pewna, czy to był dobry pomysł. Wyglądają tak jakoś topornie.
Natrafiłam na pasmanterię, gdzie był duży wybór mulin i metalizowane prosiły "kup mnie, no kup", że zaszalałam i... nie miałam gdzie ich sprawdzić.
A niżej mój wypalony słońcem trawnik.
Złośliwość losu czasami jest wyjątkowo ogromna. 3 lipca wyjeżdżam na parę dni nad morze i zapowiada się pogoda poniżej 20 stopni. Cóż, chociaż dokładnie zwiedzę Kołobrzeg i okolice.
Pozdrawiam Was ze względu na upały chłodno, ale serdecznie. Dziękuję, że zaglądacie
Jola
niedziela, 2 czerwca 2019
Coś tam, coś tam....
Z żalem informuję, że zrezygnowałam z zabawy "Nowy haft na Nowy Rok".
Powodem była choroba w bliskiej rodzinie. Na początku nic nie robiłam z braku czasu. Potem nawet jak czas się znalazł, to ogarniało mnie zniechęcenie pod tytułem "po co to ?". Jakby mało było choroby, to jeszcze przygnębienia dokładał stan służby zdrowia. I dotyczyło to nie jakiegoś szpitala na peryferiach, ale renomowanej jednostki w Łodzi. Jednym słowem trzeba mieć zdrowie, żeby się leczyć. Powoli zaczyna się już dobrze układać, a ponadto moje zmartwienie nic w tym wypadku nie pomoże.
Ponieważ mój blog , to nie blog o chorobach, więc chciałam pokazać, że jednak coś tam dłubię. Jakieś nikłe postępy w kocie Kaligrafie są. Do Was też zaglądam, może niezbyt regularnie , ale oglądam i podziwiam.
Czekam na zachmurzenie, opady, bo wtedy musiałabym pobyć trochę w domu. Pogoda jest taka, że wolne chwile spędzam w ogródku jak ten zając. A raczej jeż, bo w naszym obejściu zadomowił się jeż. Deszcze jednak skrzętnie omijają centralną Polskę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
Tytuł sam mówi za siebie. Otóż prześladuje mnie pech. Raczej może peszek, ale jest upierdliwy i aż strach się za coś zabrać, bo może znow...
-
Po upałach czerwcowych ani śladu. Mnie jakoś te upały szczególnie nie dały się we znaki. Pozasłaniałam od zewnątrz okna czym się dało, a mó...
-
Dawno mnie tu nie było,ale myślę, że powoli wracam do blogowego świata. Na mój niebyt złożyło się wiele czynników, ale na Waszych blog...







